Od lektury podróżniczej a raczej pięknej literackiej opowieści o Syberii Colina Thubrona, przeszłam dość energicznie do teorii przedłużonej atmosfery i magicznych zwierciadeł Mikołaja Kozyriewa - radzieckiego astrofizyka.

I tak niechcący znalazłam się w świecie dalekim od ziemskiego, w samym epicentrum Drogi Mlecznej. Skoro mój wpływ na to, co dzieje się tuż obok mnie, po stronie ukraińskiej jest mikroskopijny, postanowiłam spojrzeć na to wszystko już nie z boku, ale z samej góry.

Jeśli zwierciadła Kozyriewa jednocześnie rejestrowały z gwiazd czasy: przeszłości, teraźniejszości i przyszłości a cały wszechświat wypełniony jest jedną czasoenergią, to może nie muszę się zamartwiać o swoją i ludzkości przyszłość?

Widma pasm emisji Wenus przeniosły mnie na wyspę Milos, do której "zapłynęłam" wiele lat temu wraz z przyjaciółmi. Temperatura około 200.000 st. C. w sercu Jowisza nie stała na przeszkodzie, abym i tam się znalazła.

Byłam więc wszędzie....A to wszystko za sprawą niewielkiej iluzji, którą i z Wami chcę się podzielić.

Najpiękniejszym cudem natury dnia dzisiejszego stała się rozgwieżdżona Noa Kameni na Santorini. Tę ziemską, wulkaniczną krainę pamiętam bardzo dobrze. Ta kosmiczna zaskoczyła mnie niebywale. Od dzisiaj czekoladowe ciasto gryczane polane masą budyniową będzie mi się kojarzyło z rubinowo - diamentowymi gwiazdami połamanymi na brzegu księżycowego krateru. Z resztą zobaczcie sami...

Latający niebieski spodek to wspomnienie enigmatycznego UFO z mojego dzieciństwa. Jedynie ziemski owoc zwany truskawką przypomina o jego prawdziwym pochodzeniu. A reszta to również fragment mego dziecięcego świata, bo to przecież kasza manna o smaku migdałowym.

Gwiezdna lawa wylewająca się z otchłani nieznanej planety to jaglany sernik w smacznej polewie truskawkowej.

Lawa  z marsjańskich obrazów.

Malownicze i zawsze zaskakujące księżyce Jowisza - proszę bardzo...

Jaglany jabłecznik w sosie jogurtowym przybrał swym kształtem i barwami jedną z galaktyk w Andromedzie, gdy ta zderza się z Drogą Mleczną.

Bez obaw - to nie halucynacje, ani poetycka wizja rzeczywistości. To tylko kosmiczne spojrzenie na ziemską kuchnię. Ponoć osoba doświadczająca złudzenia, jest w stanie skorygować je z rzeczywistością. Jest zatem jeszcze dla mnie nadzieja.

A tak przy okazji polecam bardzo książkę Thurbona Colina "Po Syberii" i niezwykłe badania radzieckiego astrofizyka Kozyriewa....Dlaczego o nim mowa przy okazji podróży przez głęboką Syberię, przeczytacie u brytyjskiego mistrza pióra.


W księżycową jasną noc, wszystkiego, co najlepsze życzy Wam Edzia.