POCHWAŁA CIEMNOŚCI


Ujawnienie ciemności jest naturalnym aspektem naszego przebudzenia, dając nam tym samym prawo do ciemności.



Gdy rozmyślamy nad znaczeniem słów "ciemność" oraz "jasność", mamy tendencję do nadawania im różnej wartości. W naszej kulturze jasność budzi pozytywne skojarzenia. Wiąże się z odrodzeniem i ludźmi oświecenia. Kojarzy się ze świeżym wiosennym świtem oraz z pięknem, który w połączeniu z efektem aureoli nadaje jasności cechę dobroci. "Ciemność" przywołuje w większości pejoratywne skojarzenia łącząc się co najmniej z lękiem przed niewiadomą. Ciemność to średniowieczna niewiedza (ciemni ludzie), demoniczny aspekt ludzkiej natury. Większość znanych mi książek i filmów, które w tytule zawierają słowo "ciemność" traktuje o najmroczniejszych zakamarkach ludzkiego jestestwa opowiadając o holocauście (choćby "W ciemności" Agnieszki Holland) lub snując opowieści w konwencji trillerów.

Zatem jasność bezsprzecznie stoi w opozycji do mrocznej ciemności. Zawsze jest świeża, dobra, piękna i przesiąknięta pozytywnym znaczeniem.

W zbiorowej świadomości, archetyp cienia czy też ciemności, odpowiedzialny jest natomiast za zachowania człowieka nie akceptowalne społecznie, wywołujące zło. Na szczęście, jak każdy schemat zachowań, również nasze pierwotne wzorce są wartościami dynamicznymi, podlegającymi zmianom i rozwojowi. Nie zapominając, że bez cienia, nie byłoby światła, jako ludzie chętniej widzimy siebie po stronie światła, w cieniu umieszczając tych, z którymi nam nie jest po drodze. Jasność wydaje się być zdrowa, pełna ruchu i dynamiki a ciemność to pasywna moc wypełniona strachem przed czymś transcendentnym.

Okazuje się jednak, że naturalna ciemność nad nami to najpiękniejszy parasol nocy, jaki mogą sobie wymarzyć nie tylko astronomowie z głowami zawieszonymi wysoko w nieboskłonie. To wspaniały gwiezdny spektakl, w którym główną rolę grają: mleczna droga, światło zodiakalne i przeciwblask. A towarzyszą im gigantyczne planety z drogami pełnymi komet, fajerwerków z meteorów.... Brak na ziemi zbędnych sztucznych świateł pozwala zobaczyć już tylko nielicznym kopalnie diamentów na niebie. Wydaje się być paradoksem, że brak świateł, daje naturalne światło, a jednak to prawda. Każdy, kto miał okazję w naturalnie "ciemnej przyrodzie" spacerować nocą w pełni księżyca doświadczył pewnie poczucia bezpieczeństwa a już na pewno zyskał świadomość, że księżyc i pozostałe jasne planety świecą skuteczniej, niż najlepsza czołówka.


Ciemne chmury na niebie przestały już być złowieszcze, bo nocą stają się wskaźnikiem czystości nieba. Skoro więc chmury na "moim niebie" są ciemne, to znaczy, że jest ono nieskażone szkodliwym światłem ludzkiej cywilizacji. Jakież to dające nadzieję....

Pomimo swych pejoratywnych konotacji, ciemność sprzyjała jednak od wieków romantycznym zajęciom. Mrok to przecież zimno, które domaga się przytulenia. To niesłychana cisza, gdy fauna i flora pozornie zasypiają. ….Odkąd pamiętam nie lubiłam sztucznego, jaskrawego światła….Już w dzieciństwie i młodości otaczałam się sepią światła, jakie dawały świece, lampki oliwne i naftowe, a jeśli już elektryczne światło, to delikatne, rozproszone wiklinowymi abażurami….I to uwielbienie niemal efemerycznego sztucznego światła bratającego się z naturalnym widmem słońca, księżyca i innych planet oraz gwiazd, pozostało po dziś dzień.


Transendentna siła mrocznej nocy, w wielu kulturach sprzyja swobodzie .......Staje się tym samym siłą napędową prokreacji. Ciemność w Korei Płn., Polsce Ludowej i wielu innych miejscach na naszej planecie okazała się idealnym powodem do rozmnażania ludzkiego gatunku. Czy generał aż tak źle zrobił wprowadzając przed laty godzinę milicyjną? Bez wątpienia liczba urodzeń tuż po stanie wojennym wzrosła. Czy to za sprawą ciemności, tego nie wiemy, ale przynajmniej wypełniła lukę powstałą po emigrantach.

A wracając do światłości.....I stała się jasność....

Czy nie wystarczy biała poświata księżyca, która swą pełnią 12 razy do roku się do nas uśmiecha? Po co nam jeszcze nadmierny, dodatkowy bałagan sztucznego światła: jarzeniówek, ulicznych lamp, neonowych hoteli, ogródkowych lampionów? Najpierw wypełniamy piękną ciemność zbędnym światłem, a potem szukamy przed nim schronienia walcząc z bezsennością.

Ciemność to jasność umysłu. A mój oświecony na nowo umysł czego się nauczył?

1. Że ciemne chmury, którego to zwrotu nadużywa się w literaturze jako zwiastujących złą przemianę, są w rzeczywistości wielkim darem. Ciemne chmury na nocnym niebem to nic innego jak dowód czystego, nie zanieczyszczonego światłem powietrza, nie szare, ani grafitowe, ani zmącone pyłem węglowym, ale mroczne, głębokie, czarne plamy na jaśniejszym od nich nieboskłonie. Cudo!

2. Że ciemność można zmierzyć i to na kilka sposobów. Tutaj odsyłam do fachowej literatury astronomicznej.

3. Odkryłam również z niemałym zdziwieniem, że nie tylko na gwiazdach stąpających po ziemi można zarobić, ale tych nad nami również.

4. Że zanieczyszczenie światłem, to prawdziwy problem ekologiczny, ekonomiczny, zdrowotny i kulturowy.

4. Znalazłam usprawiedliwienie dla swoich dotychczasowych poglądów. Nie chciałam nigdy mieszkać w miejscu, gdzie będą świeciły latarnie a zatem nie zakładajmy kolejnych.

Zatem tu i teraz czynię Was za świadków mego manifestu i poddaję pod wątpliwość dotychczasowe znaczenie "ciemności". Mam tę przyjemność zrzucić z niej płaszcz brzydoty, lęku i ignorancji i uczynić ją tą bez wątpienia piękną, mądrą i nieskończoną wartością. Choć to może brzmieć patetycznie okazuje się już dziś, że ciemność stała się w dodatku dziedzictwem kulturowym chronionym wieloma traktatami na naszej planecie. Jakie szczęście, że są ludzie, którzy to dostrzegli.

A z czego jestem najbardziej dumna? Bez wątpienia z faktu, że tak samo, jak nieskażona niczym Jasność, Ciemność jest Kobietą, jakże wielką i nieskończoną. Zatem Wy Mądre i Piękne Kobiety, zaprzyjaźnijcie się z nią...A Wy Drodzy Mężczyźni, uwodźcie ją jak najpiękniejszą i najbardziej zaskakującą kobietę wartą każdej chwili...

Ja przekonałam się, że w pełni na to wszystko zasługuje.

Niech żyje ciemność! :-)