Niech żyje ciemność raz jeszcze. W podziękowaniu za dzikie niebo nad moją głową.

 

- Halo, czy to Bieszczadzkie Niebo?

- Chciałabym zamówić wędrówkę z indywidualnym przewodnikiem po niebie.

- Czy to Pan zarządza Bieszczadzkim Niebem?

Po drugiej stronie tych rozmów telefonicznych, siedzi Pavol Duris starając się wyczerpująco odpowiedzieć na pytania. Niekiedy widzę go jak siedzi okrakiem na jednej z komet z archaicznym telefonem w ręku i kartką papieru zbierając zapisy na wędrówki po niebie. Tuż obok, na księżycu stoją rozstawione teleskopy przygotowane do pokazów. A ja z dołu macham do niego na powitanie niosąc gorącą, galaktyczną herbatę. Choć to odrobina fikcji w naszej bieszczadzkiej rzeczywistości, aż tak bardzo nie odbiega ona od życia.

 

Jeszcze do niedawna spacerowałam po kamienistych i piaszczystych plażach naszego globu, po grząskich i błotnistych ścieżkach, brodziłam w rzekach, strumieniach i potokach. Kąpałam się w morzu i obserwowałam jak przypływ w oceanie zalewa moje rozgrzane słońcem stopy. Wspinałam się po skalistych górach. Wędrowałam z plecakiem po liściastych, iglastych i mieszanych lasach. Podziwiałam wschody i zachody słońca. Byłam szczęściarą, która mogła zachwycać się tańczącymi delfinami na bezkresnych głębinach morza. Wędrowałam tam, gdzie tylko mogłam i tam gdzie chciałam. Najczęściej jednak patrzyłam w dół albo przed siebie. Czasem rozglądałam się wokół niekiedy spoglądając w niebo. Zawsze jednak wędrowałam po ziemi, no dobrze z wyjątkiem chwil, kiedy unosiłam się na wodzie. Owszem podziwiałam niebo za dnia i w nocy, nawet dość często, odpoczywając na łące, leżąc w hamaku, pływając po morzu.

Jednak to nie to samo, co spotyka mnie dzisiaj.

 


 

 

Dzisiaj świadomie spacerują po niebie. Oczywiście boso. Wędruję po naszej galaktyce o wszystkich porach roku. A że zimowe gwiazdozbiory są zupełnie inne od tych letnich, nieustannie ta przyroda mnie zaskakuje. Moim niestrudzonym przewodnikiem po skomplikowanych drogach galaktyki jest oczywiście Pavol. (www.gwiezdnebieszczady.pl). Jego pasja i miłość do astronomii powoduje, że nie umiem już chodzić teraz tylko po ziemi. Gdy przychodzi rozgwieżdżona, bezchmurna noc, niewytłumaczalna siła ciągnie nas na zewnątrz. Mówimy wtedy – patrz jaka jasna noc - i wcale nie mamy na myśli nocy rozświetlonej przez światła, ale ciemnej nocy iskrzącej gwiazdami. Patrzymy na te cuda natury własnymi oczyma, przez teleskopy i soczewkę aparatu fotograficznego. Ulubione chwile zatrzymujemy w kadrze aparatu aby móc wracać do nich w pochmurne dni i noce. I powiem coś jeszcze, jestem najbogatszą kolekcjonerką i koneserką kamieni szlachetnych na naszej planecie. Bo wszystko, co oglądamy z Pavlem na niebie, to kopalnia diamentów, rubinów, szafirów i innych kamieni, których nie nadążam zbierać. Jest ich ponad siedem tysięcy! Uwierzycie?!



 

CIEMNOŚĆ KLEJNOTEM NOCY

 

Żyjemy w Parku Gwiezdnego Nieba. Cóż to jest – pytają niektórzy? Inni: „Czy można w parku rozbić się namiotem?” „Gdzie można się zakwaterować w PGN?”.

Biegnę więc z wyjaśnieniami. Parki gwiezdnego czy ciemnego nieba na świecie to miejsca chronione przepisami czy też umowami partnerskimi, dzięki którym tworzone są rezerwaty przyrody na niebie analogiczne jak na ziemi. Są tworzone w celu ochrony „ciemnego, rozgwieżdżonego nieba” traktowanego jako dziedzictwo ludzkości. Aby jednak taki rezerwat nim pozostał nie wystarczy wytyczyć granice, spisać memorandum i stworzyć „gwiezdny park”. Trzeba zrobić wszystko aby chronić go przed zanieczyszczeniem świetlnym tak jak to potrafimy robić w parkach i rezerwatach na ziemi. Przynajmniej niektórzy z nas w niektórych miejscach – potrafią.

My ludzie jesteśmy pazerni na dobra tego świata, nie wyłączając z tychże dóbr również przyrody. Nie wykluczam i siebie z tego grona. Od stuleci potrzebujemy bata w postaci nakazów, zakazów i przepisów, abyśmy sami sobie zabraniali nadmiernego deptania planety. W przeciwnym razie dość szybko skonsumowalibyśmy wszystkie cuda tego świata – lasy, morza, oceany, pustynie a nawet gwiazdy. Eksploatując tę ziemię często bezwiednie, bez poszanowania dla życia innych istot, dogadzając sobie, urozmaicając i czyniąc wygodniejszym codzienne życie, jesteśmy dość krótkowzroczni.

Aby nie popaść w nadmierny patos a jednocześnie nie podejmować zbyt wielu ekologicznych wątków, skupię się dzisiaj na jednym – na ciemnym niebie.

Z czym się kojarzy ciemność? Pisałam już kiedyś w eseju pt. „pochwała ciemności”, że ciemność ma dość pejoratywne konotacje, kojarząc się z prymitywizmem życia i niedouczeniem, ciemnotą ludzką. http://www.dolistowie.pl/component/content/article/6-blog/45-pochwala-ciemnosci.html. Powtórzę się więc cytując samą siebie. „Gdy rozmyślamy nad znaczeniem słów "ciemność" oraz "jasność", mamy tendencję do nadawania im różnej wartości. W naszej kulturze jasność budzi pozytywne skojarzenia. Wiąże się z odrodzeniem i ludźmi oświecenia. Kojarzy się ze świeżym wiosennym świtem oraz z pięknem, który w połączeniu z efektem aureoli nadaje jasności cechę dobroci. "Ciemność" przywołuje w większości pejoratywne skojarzenia łącząc się co najmniej z lękiem przed niewiadomą. Ciemność to średniowieczna niewiedza (ciemni ludzie), demoniczny aspekt ludzkiej natury. Większość znanych mi książek i filmów, które w tytule zawierają słowo "ciemność" traktuje o najmroczniejszych zakamarkach ludzkiego jestestwa opowiadając o holocauście (choćby "W ciemności" Agnieszki Holland) lub snując opowieści w konwencji trillerów. Zatem jasność bezsprzecznie stoi w opozycji do mrocznej ciemności. Zawsze jest świeża, dobra, piękna i przesiąknięta pozytywnym znaczeniem.

W zbiorowej świadomości, archetyp cienia czy też ciemności, odpowiedzialny jest natomiast za zachowania człowieka nie akceptowalne społecznie, wywołujące zło. Na szczęście, jak każdy schemat zachowań, również nasze pierwotne wzorce są wartościami dynamicznymi, podlegającymi zmianom i rozwojowi. Nie zapominając, że bez cienia, nie byłoby światła, jako ludzie chętniej widzimy siebie po stronie światła, w cieniu umieszczając tych, z którymi nam nie jest po drodze. Jasność wydaje się być zdrowa, pełna ruchu i dynamiki a ciemność to pasywna moc wypełniona strachem przed czymś transcendentnym.”

Dla mnie ciemność ma dzisiaj znaczenie wyjątkowe i piękne. Szukam od dawna nowego słowa na jej określenie, które by przyćmiło to brzydkie znaczenie ale póki co będę posługiwała się sformułowaniem „ciemne niebo” w znaczeniu czystego, niezanieczyszczonego zbędnym, sztucznym światłem – nieba. Zamiennie będę używała ukutego przeze mnie ostatnio sformułowania „dzikie niebo” bo w dzikich Bieszczadach wszystko, co piękne jest jeszcze dzikie.

 

Mieszkając w Bieszczadach mam to szczęście, że nie ma tutaj latarni, neonów ani innych zbędnych świateł. Owszem w drugiej części wsi są latarnie uliczne ale są wyłączane po godz. 22. Dzięki temu spektakl, który każdej nocy rozgrywa się nad naszymi głowami nie ma sobie równych.

Choć świadomość ludzi wokół dotycząca zanieczyszczenia światłem rośnie, nie jest jeszcze idealnie.

Dzięki obserwacjom nieba czuję się kimś więcej a dosłownie to mniej, niż mieszkańcem Ziemi. Czuję się cząstką kosmosu, malutkim pyłkiem w niekończących się granicach wszechświata. Najpierw góry dały mi wspaniały dystans do życia na ziemi, a teraz spoglądam na siebie z jeszcze innej, nowej, dotychczas mało znanej mi perspektywy. Co ona mi daje? Głównie - spokój i uzasadnia moje dotychczasowe wybory i konsekwencje ucieczki od konsumpcyjnego stylu życia, który kiedyś był moim udziałem.

Poza tym jak napisałam ostatnio na pewnym społecznościowym portalu – życie w bajce zobowiązuje, choćby do ciągłego podziwiania i zapamiętywania tych cudów natury. Po co? A choćby po to, aby opowiadać o nich jeśli ich tutaj kiedyś zabraknie (oby nie). A przede wszystkim po to, aby je chronić. Ukazując piękno ciemności, mam nadzieję przyczynić się choć odrobinę nie tylko do propagowania idei Parku ale stale uzasadniać konieczność zatrzymywania ekspansji sztucznego światła na wsiach i w miastach.

 

 

A teraz czas na kolejne wyjaśnienia.

PARK GWIEZDNEGO NIEBA I ŚWIATŁO

 

Gdy Pavol realizował swoje gwiezdne marzenia, wpadł na pomysł Parku. Dzięki inicjatywie kilku wspaniałych ludzi, do których dołączyło wiele instytucji, udało się stworzyć ten rezerwat. Powierzchnia parku wynosi 113 846,41 ha. Obejmuje obszar polskiej części Rezerwatu Biosfery „Karpaty Wschodnie” tzn.: Bieszczadzki Park Narodowy, Park Krajobrazowy Doliny Sanu oraz Ciśniańsko - Wetliński Park Krajobrazowy.

http://www.gwiezdnebieszczady.pl/o-inicjatywe

Nierozłącznie z samym Parkiem wiąże się kluczowe, ekologiczne zagadnienie jakim jest zanieczyszczenie światłem.

Na pozór pojęcie to brzmi kuriozalnie. Jak światło może zanieczyszczać i co w ogóle zanieczyszczać? Otóż może. Źle zaprojektowane, błędnie skierowane światło o nadmiernej mocy może powodować wiele ekologicznych problemów.

Najgorsze są światła w kształcie kuli modne kilka lat temu, których nadal wiele spotykamy wokół siebie. Emitują one białe światło skierowane na wszystkie strony świata, również w niebo. Efekt końcowy jest taki, że bardzo nas oślepiają nie do końca spełniając swój zamierzony cel jakim jest np. oświetlenie drogi, ścieżki czy parkingu.

 

W skład widma światła białego wchodzi kilka barw prostych - długości (częstotliwości) fal elektromagnetycznych z zakresu fal widzialnych. I tak najbardziej dziś modne diody LED emitujące światło z zakresu ultrafioletu i podczerwieni, są najczęściej bardzo „zimne” w odbiorze.

Ich zimne, mocne światło najczęściej o niebieskim odcieniu oślepia niewiarygodnie. Fantazyjne iluminacje budynków użyteczności publicznej, domów a nawet parków krajobrazowych to efekt mody w architekturze krajobrazu, która w ostatecznych rozrachunku bardzo krzywdzi przyrodę, nas ludzi w niej mieszkających a dodatkowo naraża nas na zbędne koszty. Nikt oczywiście w krajach Trzeciego Świata nie oświetla drzew ani nawet budynków, ale w w krajach rozwijających, do których i Polska od dawna należy, oświetlamy wszystko dookoła bez względu na poczucie estetyki i racjonalizm. Niestety obserwuję ze smutkiem, że płynące dużym strumieniem do nas środki unijne z sukcesem się do tego marnotrawstwa przyczyniają. Apeluję do wszystkich o zdrowy rozum i umiar w oświetlaniu podwórek, ulic, domów, restauracji. Nie zaśmiecajmy nieba i nie róbmy krzywdy sobie i naszym dzieciom. Dlaczego? O tym będzie w dalszej części tekstu. Zacznijmy od swojego małego ogródka: domu czy mieszkania, w którym żyjemy, restauracji, w której bywamy i ulicy, którą codziennie przejeżdżamy. Nie trzeba od razu likwidować lamp. Niekiedy wystarczy je prawidłowo zamontować przez np. odpowiedni kąt nachylenia lampy. Innym razem wystarczy zmniejszyć ich moc.


Ostatni rysunek ilustruje prawidłowy rodzaj oświetlenia.

CIEMNOŚĆ A NASZE ZDROWIE

 

Trzeba pamiętać, że sztuczne światło w naszym życiu jest bardzo młode. Towarzyszy nam zaledwie od stu trzydziestu lat. Ewolucyjnie wcale nie jesteśmy przystosowani do tego niesłychanego wynalazku. Najbardziej dla nas naturalnym światłem jest nadal światło ogniska i świec. Pewnie dlatego tak wielu z nas czuje się w ich towarzystwie tak komfortowo a to sprzyja relaksowi. Nasze dobre samopoczucie wynika również z ciepłej barwy „pierwotnego”, naturalnego światła.


Odebranie ciemności jego naturalnej mocy poprzez rozświetlanie jej sztucznym światłem to coraz większy problem większości ludzi na świecie. Brak ciemności w nocy zaburza naturalne cykle światła i ciemności a co za tym idzie dnia i nocy wpływając niekorzystnie na florę i faunę. Z kolei nadmiar sztucznego światła w nocy może prowadzić do wielu poważnych dolegliwości i chorób. Wskazówki naszego organizmu obracają się niczym dobrze nakręconym zegarze. Są rytmicznie i regularnie przystosowane do indywidualnego cyklu dobowego. Cykl ten jest następstwem dnia i nocy. Organizm człowieka jest przystosowany do regularnego, 24-godzinnego (dobowego) rytmu, który synchronizuje hormon melatonina. Warunkiem produkcji melatoniny jest ciemność. Światło natychmiast hamuje jej wydzielanie. Z kolei zaburzenie jej produkcji narusza naturalny cykl dobowy człowieka. A to krótka droga do problemów zdrowotnych takich jak: zmęczenie, rozdrażnienie, zaburzenia koncentracji, bóle głowy i inne. Permanentne wytrącanie melatoniny może doprowadzić w konsekwencji do przewlekłych chorób, którym dopiero nauka poświęca swoją uwagę. Wkrótce możemy się spodziewać plagi wielu chorób wynikających z deficytu ciemności. Warto wiedzieć, że melatonina kontroluje wytwarzanie innych hormonów np. kortyzonu i adrenaliny i spowalnia wzrost komórek nowotworowych.

Badania wykazują, że melatonina może mieć wpływ na sterowanie ciśnieniem krwi i zapobiega otyłości, cukrzycy, powstawaniu kamieni żółciowych. Na pewno spowalnia procesy starzenia. Nie bez powodu często słyszymy powiedzenia w rodzaju „sen to zdrowie” a każda mądra kobieta dbająca o swoją urodę, dba o długi, nieprzerwany sen.



ŚWIATŁO KALECZĄCE PRZYRODĘ

Światło niemądrze uruchamiane w nocy przez człowieka wprowadza zamęt w świecie przyrody. Zagraża ono choćby owadom i ptakom, które giną wskutek zderzeń z oświetlonymi jasno budynkami lub krążąc wokół podświetlonych bilbordów. Zaburzamy zwierzętom ich cykl dobowy i one już nie wiedzą czy jest noc czy dzień. Jeśli chcemy się wczuć w to, jak bardzo zagubione są zwierzęta, pomyślmy o lotach międzykontynentalnych, drastycznych zmianach czasowych albo białych nocach. Podobny efekt zmęczenia osiągają pracownicy nocnych zmian, którzy za dnia muszą spać a w nocy zmuszać swój zegar biologiczny do pracy. To przeprogramowanie po latach może kosztować wiele zdrowia.

W przyrodzie zaś „światło to narusza ekosystemy wodne, od wiejskich stawów po otwarte morze, zaburza roczny cykl życia drzew i niekorzystnie wpływa na od dawna utrwalone relacje ofiara – drapieżnik. Zwierzęta i rośliny potrzebują ciemności w nocy tak samo jak człowiek. Występowanie melatoniny było potwierdzone u różnych form żywych organizmów, od jednokomórkowych poprzez rośliny aż do człowieka. Cykliczne występowanie dnia i nocy (światła i ciemności) jest głęboko zakodowane w genach. Rośliny i zwierzęta aktywne w dzień cierpią na niedostatek ciemności nocnej podobnie jak człowiek, ale zwierzęta „nocne“ są zależne od ciemności jeszcze bardziej (pokarm, migracja, rozmnażanie itp.). Są miejsca, z których pewne gatunki nocne już znikły. Dzieje się tak głównie w przypadku owadów, gadów i płazów. Ptaki i owady używają do orientacji Księżyca i gwiazd, które były przez miliony lat jedynymi źródłami światła w nocy. Sztuczne źródła światła używane przez człowieka zupełnie zmieniły noc, dezorientując zwierzęta powodują, że każdej doby miliony z nich giną. Zanieczyszczenie światłem zaburza cały ekosystem i istniejące w nim zależności pomiędzy organizmami. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko co możliwe, aby to zaburzenie nocnego środowiska było jak najmniejsze.” (cyt. Z www.gwiezdnebieszczady.pl)


Aby ratować siebie i świat wokół, warto zmienić dotychczasowe nawyki i przyzwyczajenia. Zasypiać przy zgaszonym świetle a jeśli ktoś z nas albo dziecko boi się ciemności, to należy zamontować czerwone światło w pokoju a nie białe czy niebieskie. Jeśli za oknem świecą latarnie uliczne, to warto z kolei zainwestować w zaciemniające rolety lub powiesić w oknach grube tkaniny. Stworzymy wówczas idealną barierę przez sztucznym światłem sprzyjając tym samym produkcji melatoniny bez konieczności stosowania suplementów pochodzących z aptek.

 

MOJA CIEMNOŚĆ TO MOJE ZDROWIE.

 

W znanym polskim serialu sprzed lat, jest taka scena. Bohater biega zapamiętale po swoim polu i krzyczy do pilota samolotu przelatującego nad nim: „Co mi tu będziesz po moim niebie latał?”. Jeśli każdy z nas potraktuje niebo nad swoją głową jako dach domu, w którym mieszka, dach, o który trzeba dbać, aby nie przeciekał, to może to być dobry początek zmian.


Mój dach jest wspaniały, ogromny i zadbany. Gdy wchodzę na niego, to aż zapiera mi dech w piersiach. A ja jestem żywym przykładem człowieka permanentnie wypoczętego. Dzieje się to za sprawą kilku czynników. Jednym z nich jest bez wątpienia niczym nie zmącona ciemność w miejscu, w którym żyję. Zaczynając od mojej sypialni, gdzie zasypiam w tak czarnej ciemności, że mam dużą szansę na obicie kolan podchodząc do łóżka. Nie śpię przy włączonym świetle a gdy muszę wstać w nocy, włączam czerwone światło czołówki. Po co? Aby melatonina, która zaczęła się wydzielać u mnie ok. godz. 21, płynąc strumieniem kilka godzin później, nie spadła do zera. Utrzymując jej wysoki poziom przez całą noc, ciemnością ją dokarmiając, tworzę idealne warunki do niczym nie zmąconego wypoczynku. Wstając rano jestem wypoczęta i zrelaksowana. Z pewnością też przedłużam życie swego mózgu i siebie samej. Czyż to nie cudowne. Ortodoksyjnie podchodząc do tematu powiem, że osoby, które muszą w nocy wstawać na chwilę zakłócając sen np. karmiąc małe dzieci lub wstając do toalety, powinny zastosować przy łóżku lampkę z czerwoną żarówką a w łazience również zamontować takie „nocne” światło. Spróbujcie. To potrafi zdziałać cuda. Dla mnie czerwone oświetlenie nie jest już niczym szczególnym i nawet mój umysł wyparł już z głowy stereotyp agencji towarzyskich oświetlonych na czerwono. Nawet jeśli dzielnica czerwonych latarni w Amsterdamie nadal z nich korzysta, moje obecne skojarzenia czerwonego oświetlenia, to astronomiczne konotacje. Bywając u przyjaciół astronomów na Słowacji i w Polsce, nie dziwi mnie już, że po otwarciu lodówki lub szafki kuchennej, spogląda na mnie strumień czerwonego światła.

Co prawda w tych przypadkach bardziej, niż o melatoninę chodzi o adaptację wzroku do ciemności. Bo jak wiemy, pręciki, które odbierają bodźce świetlne, absorbują białe światło. A ono zakłóca spoglądanie w niebo a ponowne dostrojenie wzroku trwa średnio 10, 15 min.

 

PO CO ISTNIEJE PARK GWIEZDNEGO NIEBA BIESZCZADY?

 

Istnieje po to, aby chronić nocne środowisko naturalne tak jak czynimy to ze środowiskiem na ziemi, czy też martwimy się o powietrze. Chronić ma przed zanieczyszczeniem świetlnym.

Ma informować społeczeństwo i ludzi nauki o tym w jakiej kondycji jest niebo w parku.

Chodzi też o to, aby mówić, pisać i informować wszystkich o sposobach ochrony przed zanieczyszczeniem światłem oraz podawać do publicznej wiadomości sposoby dobrego oświetlenia.

A to, co najtrudniejsze w rozwijającym się kraju, to propagowanie takiego zrównoważonego rozwoju i takiej działalności gospodarczej, w wyniku której nie ucierpią mieszkańcy ale i nocne, rozgwieżdżone niebo nad ich głowami. To oczywiście teoria. A jak jest w praktyce? Okazuje się, że nie tak źle.

Według założeń Parku, ma też rozwijać się astroturystyka. Co to znaczy? Nic innego, jak to, że przedsiębiorczy mieszkańcy mają szansę zarabiać nie na gwiazdach telewizyjnych, ale tych wiszących nad naszymi głowami. Do niedawna spotkać można było ośrodki agroturystyczne a my możemy się pochwalić, że choćby nasze Dolistowie to gospodarstwo astroturystyczne - śmiem twierdzić, że być może pierwsze takie w Polsce. A miejsc przyjaznych astroturystyce w naszej gminie znajdziecie więcej. O tym, że ta nowa forma rekreacji się rozwija świadczą również warsztaty fotograficzne. My sami za sprawą znakomitego duetu fotografów Agnieszki i Włodka Bilińskich, wraz z nimi organizujemy regularnie warsztaty Bieszczady Dniem i Nocą. http://www.bieszczadydnieminoca.pl/

Podobnych ofert spotykamy coraz więcej i to nas bardzo cieszy. Do organizacji pokazów astronomicznych potrzeba dobrego sprzętu i fachowowej wiedzy ale już do spontanicznych obserwacji nocnych wystarczy już leżak lub koc, ciepła herbata i sprawne oczy. A mapa nieba nie jest bardziej skomplikowana od samochodego atlasu wożonego w samochodzie.

     

 

O ZANIECZYSZCZENIU ŚWIATŁEM. POWIEDZMY STOP NIEMADREJ POLITYCE

 

Próbujemy tutaj w Bieszczadach stworzyć ostoję dzikiej przyrody skupiając się na rozgwieżdżonym niebie. Ostoja Dzikiego Nieba to nie tylko nasze dziecko, ale każdego z nas. Właściwie to popełniam kardynalny błąd – Ziemia jako Gaja jest naszą Matką a Nieboskłon wydaje się być dużo starszy więc to z pewnością Szacowna Prababka. To, że znów w klanie kobiet funkcjonujemy, tłumaczy język polski, bo nadal Ciemność jest Kobietą, Ziemia również a w ślad za tym z dziecka Nieba uczyniłam Mądrą, bo starszą Kobietę. Na początek kilka słów o szacunku do kosmosu w ogóle. Patrząc na otaczający mnie świat, ze smutkiem stwierdzam, że jest on znikomy, choć świadomość ekologiczna mieszkańców tej małej kuli zwiększa się co kolejne dziesięciolecie wprost proporcjonalnie do degradacji środowiska wokół.

Ziemia – ta mała kuleczka wirująca w niekończącym się tańcu derwisza pośród mgławic, planet, gwiazd i komet wydaje się być coraz bardziej zagubiona a z pewnością jej mieszkańcy Homo Sapiens.


W skali makro nasza Ziemia z kosmosu wygląda tak jak niżej.

Czerwone, rozżarzone potwornie plamy to najbardziej zanieczyszczone przez nadmierne i błędne światło miejsca na naszej planecie.

Na początek chciałabym wyjaśnić, co znaczy błędne i nadmierne światło, których to terminów będę tutaj używała.

Błędne światło” - to strumień światła, który wg intencji konstruktorów czy inwestorów miał być skierowany w określonym kierunku

Nadmierne światło” - to światło o zbyt dużej mocy, które jest marnotrawione

Patrząc na tę ziemię przez lupę, odniosę się tutaj do lokalnych działań.

W naszej gminie i okolicznych, wszystko wokół się rozwija. Na nieszczęście nie dotyczy to tylko świata fauny i flory oraz rozwoju intelektualno – duchowego mieszkańców, ale również rozwoju infrastruktury wszelakiej.

Od nas teraz zależy czy będziemy potrafili zachować umiar w kwestii oświetlenia naszego otoczenia.

W ostatnich trzech latach rozwinęła się też astroturystyka, pojawia się oferta warsztatów nocnych. A sami mieszkańcy gminy potrafią się cieszyć z nieba nad nami. Więc chodzimy wszyscy dumni jak pawie z głowami zadartymi wysoko do góry i tak nam chyba już zostanie.

 

CIEMNOŚĆ I JASNOŚĆ – ODWIECZY SENS CYKLU ŻYCIA

 

I znów wracam do kluczowego pytania. Po co w ogóle jest ciemność? Naturalna ciemność jest bardzo stara, a sztuczne światło dość młode. Ciemność sprzyja faunie i florze. Pozwala pod osłoną nocy na migrację wielu gatunków zwierząt, które czują się wówczas bezpiecznie. Ułatwiają im niczym niezakłócony sen. W ogóle ciemność wpływa na zwiększenie komfortu psychicznego zwierząt, które ciągłą czujność zamieniają na relaks. Pod osłoną nocy zwierzęta stają się niemal niewidzialne dla wielu drapieżników a tylko człowiek mógł wymyśleć, że nocą jest niebezpiecznie. Ten błąd logiczny pokutuje w nas ludziach odkąd uruchomiśmy industrialną maszynę marzeń. Z tego też powodu oświetlamy parki, ulice, skwery, zatrudniamy w miastach ochroniarzy, którzy mają chronić nas przed złem ciemności. Bo w ciemności czyhają przecież przestępcy. Cykl dobowy posiadają nie tylko ludzie ale i zwierzęta oraz rośliny. Proces fotosyntezy nie zachodzi bez przerwy. Drapieżniki nie mogą być czujne 24 godziny na dobę. Nawet najbardziej chorzy pracoholicy z gatunku homo sapiens potrzebują chociaż kilku godzin snu zanim po kilku latach dopadnie ich zawał uświadamiający, że warto sypiać nieco dłużej.


Noc jest zbawieniem dla wszystkich istot żywych. Jest przeciwwagą dla pełnego dynamiki dnia. Jej spokojnym cichy i mroczny rytm wycisza wszechświat. Noc pozwala odpocząć zapracowanemu i pełnemu obowiązków dniowi. Nie wszyscy chcemy i pozwalamy poddawać się temu naturalnemu rytmowi. W miastach zbudowaliśmy kawiarnie i nocne kluby, w których spędzamy noce przedłużając tym samym sztucznie dzień, często w hałasie i gwarze. W naturze noc rządzi się innym prawami. Jest cicha, chłodniejsza, niż jej kochanek dzień i paradoksalnie pełna niekończącej się przestrzeni, która jest w stanie pomieścić wszystko. Nie przypadkiem wtedy właśnie naturalnym staje się sen i śnienie. Na wsiach jakby czas się zatrzymał i jak się przysłowiowo mówi, wstajemy i chodzimy spać „z kurami”. Przytulamy się więc do nocy najmocniej jak się da. A rozgwieżdżona, ciężka kołdra nocy potrafi ogrzać nas niezwykle skutecznie a jakie piękne sny nas nawiedzają!

Już Bojkowie wiedzieli co robią, gdy z szacunku do żywiołów, na polepie pieca stawiali garnek z wodą. Dlaczego to robili? Mówili, że schładzają rozgrzany ogień, aby mu nie było tak gorąco. Z nocą jest dokładnie tak samo. Przychodzi, aby dzień odtajał, nabrał sił i zwyczajnie odpoczął od ciągłej, świetlistej dynamiki. Noc jest nagrodą dla dnia za jego spracowany, pełen słonecznej energii czas. Ta ciągła dynamika od zarania dziejów pozwala nam również cieszyć się tą zmianą. Wschody i zachody słońca podziwiamy właśnie dzięki nocy. Różne fazy księżyca w ciągu miesiąca mają wpływ na naszą zwiększoną lub zmniejszoną aktywność, na to jak uprawiamy ogródki, kiedy siejemy a kiedy zbieramy plony. Dzień i noc – fenomen światła i mroku w niekończącym się uścisku tańczą bez przerwy swój taniec derwisza dając nam znak kiedy zasnąć a kiedy wstać. Wystarczy słuchać ich odwiecznej mądrości.

 

 

 

CO ZROBIĆ DLA CIEMNOŚCI

CO ROBIĘ JA?

Ciemne niebo to nasze dziedzictwo kulturowe, o które powinniśmy wszyscy dbać.

Staramy się z Pavlem stworzyć w „Dolistowiu” Ostoję Dzikiego Nieba. Chcemy aby z biegiem czasu nasze astroturystyczne miejsce było przykładem zdrowego, „ciemnego” wypoczynku pod rozgwieżdżonym parasolem nocy. Nie montujemy żadnych niepotrzebnych świateł i traktujemy to jako bezsprzeczny atut bez względu na panującą modę i style w architekturze. Sen u nas ma szansę być głęboki i długi a wypoczynek pełen fascynujących przeżyć estetycznych. Można się nimi karmić choćby podczas organizowanych przez Pavla pokazów astronomicznych. Wiedzę o nocnej fotografii można z kolei nabyć na warsztatach i plenerach przez nas prowadzonych. Ja zaś próbuję ucząc się nocnej fotografii oraz pisząc, pokazywać naszym gościom i Wam wszystkim jak piękne i rozgwieżdżone potrafi być niebo nad nami.

Większość zdjęć, które umieściłam w tym artykule zrobiłam zaledwie kilka dni temu. Pozostałe to piękne fotografie Pavla. Są one żywym dowodem na to, że dzikie, bieszczadzkie niebo jest w zasięgu ręki i jest darem dla nas wszystkich, o który trzeba dbać i go z szacunkiem pielęgnować. Wydaje się, że nie możemy go zadeptać wprost, ale to niestety możliwe biorąc pod uwagę inwazję sztucznego światła wokół nas, którego jesteśmy twórcami.

Staramy się też z Pavlem opowiadać o problematyce zanieczyszczenia światłem, o czym będę jeszcze nie raz pisała informując Was o aktualnym stanie naszego nieba. Ciemność można zmierzyć i my to robimy. Bo póki co meteorolodzy zajmują się stanem wód w rzekach, siłą wiatru, temperaturą, ciśnieniem i opadami, ale nie stopniem zanieczyszczenie nieba. Zatem na jakiś czas przejmę ten obowiązek raportując Wam o stanie nieba w Bieszczadach. A jeśli Wy zechce się podzielić z nami Waszymi spostrzeżeniami ze świata, piszcie, mówcie, dzwońcie.

 

 

 


CO KAŻDY Z NAS MOŻE ZROBIĆ?

 

Zacząć od własnego podwórka. Zadbać o siebie, zdrowy wypoczynek swój i najbliższych stosując się do podanych w artykule rad. Krytycznie popatrzeć na świat wokół. Jak wygląda oświetlenie we własnym otoczeniu: dom, podwórko, ulica, szkoła dzieci, budynki, w których bywacie. Potem rozejrzeć się w swojej wsi i w mieście. Porozmawiać z radnymi. Spróbować zmienić plan zagospodarowania przestrzennego, w którym uwzględnione będzie racjonalne i tylko konieczne oświetlenie, do tego prawidłowo skierowane i o niskiej mocy.

Jeśli masz taką moc sprawczą, warto pomyśleć o legislacyjnych zmianach w generalnym ustawodawstwie.

Warto rozmawiać z przyjaciółmi i znajomymi o tematyce zanieczyszczenia światłem.

I przede wszystkim trzeba odwiedzić Park Gwiezdnego Nieba Bieszczady lub inne podobne inicjatywy na świecie. Łatwo wówczas ujrzycie, co możemy utracić gdy będziemy dalej rozświetlać bezrozumnie naszą planetę.

 

ŚPIMY POD JEDNYM DACHEM NIEBA.

A ja póki co jestem szczęściarą, która mieszka w Parku Gwiezdnego Nieba....Myśląc tylko w kategoriach ciemności, na świecie jest wielu szczęściarzy takich, jak ja, tyle, że większość z nich nie cieszy się z tego powodu. Dlaczego? Bo zanieczyszczenie światłem idzie w parze wraz z rozwojem cywilizacji. Tam, gdzie większa bieda i mniej rozwinięta gospodarka albo zwyczajnie mniej ludzi, tam jest po prostu pięknie: Korea Płn, Bałkany, Ukraina..…Tyle, że beztrosko w niebo patrzą Ci, którzy mają pełne brzuchy i śpią w ciepłych domach. Skoro więc my „ludzie cywilizowani” mamy tę wiedzę, to dbajmy o ciemny parasol nocy, bo wszyscy śpimy pod jednym dachem nieba. A jak na razie jest tam jeszcze dużo miejsca.

 

Na koniec mała dygresja. Pewnego razu będąc gośćmi ośrodka wypoczynkowego, byliśmy przedstawiani właścicielom obiektu. Nasz rozmówca wskazując na Pavla, powiedział: - To jest Pan Duris………- chwilę się zadumał szukając dobrych słów na określenie pracy Pavla i po namyśle odparł - to on zarządza tym całym bieszczadzkim niebem….wykonał przy tym gest obejmując ramionami nieboskłon nad nami. A ja dumna niczym paw pomyślałam – ależ jestem szczęściarą...Mój mężczyzna jest zarządcą Nieba… A tak na poważnie byłoby wspaniale gdybyśmy świadomie my wszyscy nimi się stali. A to wszystko w naszych rękach.


Pozostając w fascynacji ciemną stroną swojego życia, pozdrawiam Was wynurzając się z bieszczadzkich ciemności i wspierając dzikie, bieszczadzkie niebo.

p.s. na zdjęciu j.n. bieszczadzkie niebo wspierają z nami członkowie słowackiego stowarzyszenia Vlk, którym na sercu leży ochrona przyrody nie tylko na ziemi....

Niech żyje ciemność raz jeszcze! Piękna, Mądra, Prastara…..

 

Na marginesie przypominam o mojej galaktycznej kuchni i poprzednim artykule o ciemości

http://www.dolistowie.pl/component/content/article/6-blog/44-gwiezdny-py-na-talerzu.html

http://www.dolistowie.pl/component/content/article/6-blog/45-pochwala-ciemnosci.html

 

Zachęcam do odwiedzenia Parku w realu i w sieci

www.gwiezdnebieszczady.pl

 

Zapraszam na nasze warsztaty, gdzie można podziwiać Bieszczady za dnia i w nocy i nauczyć się nocnej fotografii ale nie tylko

www.bieszczadydnieminoca.pl

 

Do kolejnego napisania...

Bosonoga z Doliny Sanu Edzia. W listopadową noc 2015r.