Bieszczadzkie szeptuchy robią dym...

Nasz dom jeśli mamy to szczęście i w nim mieszkamy, to intymna i niemal święta przestrzeń, którą chcemy chronić. Wiąże się z nią poczucie bezpieczeństwa i dostatku różnie rozumianego. Dla jednych to ciepły kąt i łóżko, dla innych: smaczne i gorące jedzenie, a dla jeszcze innych wspólny stół, niekoniecznie suto zastawiony albo bycie wśród osób kochających i kochanych. Tak czy inaczej dom to oaza, w której chronimy nasze nie wystawione na publiczną ocenę ego. O dom dbamy, troszczymy się. Urządzamy go, odnawiamy, a potem odświeżamy. Wszystko co w nim i z nim robimy odzwierciedla nas samych, nasze poczucie estetyki i podejście do życia w ogóle.

Na co dzień wielu z nas stosuje również wiele ceremonii, choć często ich tak nie nazywamy. Ceremonią taką czy też rytuałem będzie codzienne, nieśpieszne spożywanie wspólnej kolacji z rodziną albo filiżanka herbaty wypita z namaszczeniem w samotności a nawet mycie naczyń w kuchni. Te powtarzające się czynności pogłębiają naszą relację z bliskimi, samym sobą oraz rzeczami, które nas otaczają i wreszcie miejscem, w którym żyjemy wypełniając je naszą, niepowtarzalną energię.

W naszej starosłowiańskiej kulturze istniało wiele innych rytuałów łączących świat metafizyczny i cielesny. Ceremonie odstraszające złe moce i przyciągające dobre moce sprawcze. Były rytuały zapewniające dostatek domostwu a nawet złośliwe, które przynosiły nieszczęście nielubianemu sąsiadowi. Większość z nich związana była i jest nadal z żywiołami wody, ognia i powietrza. Szacunek do nich malał wraz z rozwojem cywilizacji. Odkąd ogień pojawia się w kilka sekund po naciśnięciu jednego guzika a na kuchence gazowej w ciągu pięciu minut jesteśmy w stanie zagotować wodę, rytuał podtrzymywania ognia i oczekiwania na herbatę zamienił się w zwyczajną czynność powtarzaną tak często jak tylko mamy na to ochotę: kilka, niekiedy kilkanaście razy dziennie. Ja tymczasem zachęcam do zatrzymania się na chwilę przy ogniu. Niszczycielska i pełna mocy tworzenia siła jest piękna i niezbędna nam do życia.

Wśród powszechnie stosowanych zapomnianych już rytuałów, jest okadzanie: domostw, ludzi, powietrza. Ten niezbyt skomplikowany rytuał od zarania dziejów opierał się na warstwie duchowej i fizycznej. Ta pierwsza łączy się z głęboką filozofią metafizyczną zależną od kultury, w jakiej rytuał był prowadzony. Okadzanie stanowi pomost między światem duchów a materii. Druga warstwa to zgodnie z tradycyjną, ludową medycyną danego regionu, już nie wypędzanie demonów, ale wszelakich chorób z ciała człowieka i wnętrz, w których one przebywają. W gruncie rzeczy to jedno i to samo.


Cóż to jest to okadzanie?

To nic innego, jak za pomocą mieszanki ziół i żywic odymianie przestrzeni.

 


W zależności od użytych składników (żywic, ziół) możemy uzyskać rozmaite efekty. Zioła stosowane do okadzania mogą pochodzić z naszych łąk i lasów i wiele z nich się do tej ceremonii nadaje. Chociażby szałwia, rozmaryn, kwiaty bzu, dziurawiec. Żywice zaś pochodzą z różnych drzew lub minerałów: bałtycki bursztyn, mirra, sosna.

Na poziomie fizycznym choćby biała szałwia (salvia apiana) działa tłumiąco na kaszel, przyspiesza leczenie przeziębień. Zaś Indianie Ameryki uważają po dziś dzień, że eliminuje ona złą energię.

 

Piołun ma działanie odkażające choć może być toksyczny.

Piołunem okadzano domy zmarłych po wyprowadzeniu z nich zwłok a także wrzucano do ognisk na Św. Jana. Ponadto piołun jako amulet miał odstraszać złe moce. Kobiety często wszywały sobie jego fragmenty w ubrania i nosiły cały rok. W dekadenckim XIX wiecznym Paryżu modny był odurzający trunek absynt, który sporządzany był właśnie na bazie piołunu.

Mirra – wonna żywica pochodząca z drzewa balsamowca.

Poza tym do okadzania możemy stosować niemal cały arsenał ziół i przypraw stosowanych w kuchni: owoc jałowca, rozmaryn, goździki, cynamon, skórka pomarańczowa, gwiazdki anyżu, kardamon.

 

Wielu z Was spotyka się z okadzaniem podczas odświętnych rytuałów choćby religijnych. W kościołach katolickich wszechobecne są kadzidła o określonej symbolice na dany czas.

W domach wielu stosuje kupowane w sklepach kadzidła i kominki zapachowe.

 

Jeśli macie ochotę na rozpoczęcie swojej przygody z okadzaniem, ja proponuję trzy sposoby stosowane przeze mnie do różnych celów.

Pierwszy to cel iście pragmatyczny. Dzięki określonym zapachom pozbywam się innych nieprzyjemnych np. w korytarzu, gdzie zamieszkuje kilkanaście par butów, albo w pokoju wypoczynkowym czy sypialni. Okadzaniem dość oszczędnie traktuję miejsca, gdzie mieszkają nasze zwierzęta. Ich węch jest tak czuły, że bombardowanie ich przyjemnymi dla mnie bodźcami, dla nich może być bardzo dotkliwy.

Poza tym zwalczam ziołami i żywicami określone zarazki fruwające w powietrzu.

A na koniec wpływam na panującą tutaj energię. Komponując w sposób przemyślany zioła i żywice, wpływam na zachowanie swoje i mieszkańców mego domu wprowadzając odpowiednio spokój i harmonię albo dynamiczny ruch. A ponadto oczyszczam przestrzeń na poziomie fizycznym i energetycznym. Poza tym to piękna i pouczająca zabawa łącząca ludzi. To wspólny rytuał, nad którym można zasiąść w kilka osób zamiast przed szklanym ekranem czy komputerem. Idealna lekcja biologii i chemii w jednym. Poznajemy przyrodę i jej moc poprzez działanie żywic i ziół. Uczymy się je mądrze dobierać i łączyć nie zapominając o działaniu każdego z nich z osobna i razem.

 

Technik okadzania jest wiele. Ja osobiście stosuję trzy z nich.

Czego nam potrzeba:

1. Naczynie do przygotowania ziół np. kadzielnica

2. Szczypce

3. Zioła i inne składniki

4. Żywice.

 

Pierwsza – najczystsza, polecam wszystkim nawet tym, którzy mieszkają w sterylnych mieszkaniach lub pracują w szklanych wieżowcach.

Kominek zapachowy – najczęściej ceramiczny lub miedziany. Na dół wstawiamy podgrzewacz (świeczkę) a na górę sypiemy wybrane kompozycje ziół lub olejki eteryczne (do aromaterapii). W ten delikatny sposób, bez zadymiana, powoli uwalniają się olejki eteryczne zawarte w ziołach. To nie jest co prawda okadzanie wprost, ale przynosi wymierne rezultaty zmieniające barwę zapachową w otoczeniu i wpływające na nasz nastrój. To najlepszy sposób do wszystkich pomieszczeń wyposażonych w czujniki dymu.

Drugi sposób, to zwinięta, ususzona wiosną (przed kwitnieniem) roślina - pęczek suszu np. kwiaty czarnego bzu, rozmarynu, szałwii i in., którą na końcu podpalamy i natychmiast gasimy. Taką gałązką wymachujemy w powietrzu przenosząc zapach do najgłębszych zakamarków naszego domu. Ważne jest wybranie jednego zioła o określonej właściwości. W zależności od działania rośliny, pogłębiając o niej swoją wiedzę, można przeprowadzić dłuższy rytuał.

Ulubiona przeze mnie technika to „klasyczne okadzanie”. Potrzebne jest naczynie żaroodporne, do którego wsypujemy wszystkie specyfiki. Ja używam starego, historycznego pojemnika miedzianego dwupiętrowego albo maleńkiej miseczki miedzianej. Ten pierwszy był podstawą starego czajnika i służył jako tradycyjny podgrzewacz na herbatę, w którym utrzymywało się ogień. Posiada rączkę idealną do przenoszenia i dość głęboki wsad.

 

Najpierw wietrzę dokładnie pomieszczenie, które chcę okadzać. Na dno misy wsypuję piasek. Po środku układam węgiel trybularzowy (jest dlatego dobry, że ma bezwonny charakter a potrafi utrzymać 60 min. ogień), a na to po rozpaleniu wsypuję wybrane zioła. Szczypcami zdejmujemy zwęglone fragmenty i odkładam na bok. Wsypuję kolejne. Zawsze dbam o pojemnik aby był czysty, nie zostawiam naczynia bez mojej "troskliwej opieki" i cieszę się obcując z naturą rośliny. Mam wrażenie, że temperament i osobowość wielu z nich jest różna tak, jak ich działanie.


Trzeba pamiętać, że niektóre składniki mają takie właściwości, że po okadzeniu, należy porządnie przewietrzyć dom. Inne mają działanie orzeźwiające i nie wymagają intensywnego wietrzenia. Zawsze jednak mamy do czynienia z dymem, więc trzeba zachować ostrożność.

Dobieranie ziół i innych składników to materiał na książkę. Należy pamiętać o proporcjach. Przyjęło się, że proporcje żywic i ziół to ¼. żywic do ziół.

 

Ja tuż przed świętami polecam świąteczny, nieszkodliwy rytuał okadzania (ze skórką pomarańczową, cynamonem, kardamonem, anyżem, goździkami i drzewem sandałowym).

Zbliżające się święta to oczywiście idealny czas na przeprowadzenie ceremonii oczyszczającej okadzania domu. Poczujemy się niczym szamani z Yukon albo szeptuchy ze wschodniej Polski, posiadające magiczną moc o świecie.

 

Środki ostrożności:. Bawimy się ogniem i dymem, więc trzeba zachować ostrożność podczas całego procesu okadzania. W pobliżu nie powinny przebywać małe dzieci. Poza tym osoby chore na astmę i inne zaburzenia oddechowe muszą mieć pewność, że mogą przebywać w takim środowisku. Przykładowo biała szałwia w procesie spalania wydziela delikatny dym, który nie przeszkadza i astmatykom, ale to kwestia bardzo indywidualna. Trzeba też dobierać zioła a zwłaszcza żywice z niezwykłą starannością bo moc ziół jest wielka.

 

Okadzanie domostw, rzeczy i ludzi zainfekowanych przez złą energię to stara tradycja pielęgnowana przez mieszkańców obu Ameryk i Europy. Nie komunikując się ze sobą w ogóle, ludzie z różnych szerokości geograficznych, stosowali od lat te same lub podobne rośliny do uzdrawiania przez okadzanie. Czerpiąc z ich wielowiekowej tradycji i my możemy powrócić do źródeł.

Wynurzając się znad delikatnego dymu białej szałwii, z oczyszczonej przestrzeni pokoju, pozdrawiam wszystkich aromatycznie i przedświątecznie.

 

Bosonoga z Doliny Sanu Edzia – w grudniowy wieczór 2016.